Wasze państwo od pół wieku zabiega o przychylność europejskich firm; jak to się wszystko zaczęło?
Jesteśmy agencją rządu stanu Karolina Południowa. Naszym celem jest tworzenie możliwości gospodarczych dla mieszkańców Karoliny Południowej poprzez rozwój naszej gospodarki oraz przyciąganie firm z całego świata do zakładania oddziałów w naszym stanie, a także dążenie do tego, by stać się najlepszym wyborem dla inwestorów w Stanach Zjednoczonych[VC1] .
Od 1974 roku mamy biuro w Europie – w zeszłym roku zorganizowaliśmy nawet wielką imprezę z okazji naszej 50. rocznicy. Zaczynaliśmy w Brukseli, potem przenieśliśmy się do Frankfurtu, a od 25 lat działamy w Monachium. Obecnie mamy największe biuro spośród wszystkich stanów USA w Europie: siedem osób przemierza kontynent, spotykając się z firmami, które chcą inwestować w Stanach Zjednoczonych.
Niedawno otworzyliśmy również specjalne biuro w Wielkiej Brytanii, ponieważ po brexicie uznaliśmy, że rynek brytyjski wymaga większej uwagi. Nasz zespół z siedzibą w Niemczech był tak zajęty obsługą Francji, Austrii, północnych Włoch i szeroko pojętej Unii Europejskiej, że Wielka Brytania stawała się przypadkiem odrębnym.
Jeśli chodzi o przyszłą ekspansję, zawsze rozglądamy się za nowymi rynkami. W przeszłości mieliśmy biura w Chinach i Indiach, ale je zamknęliśmy – wydaje mi się, że biuro w Indiach otworzyliśmy nieco za wcześnie, bo już w 2008 roku. Jest to rynek, którym bardzo jesteśmy zainteresowani ponownie, w miarę rozwoju indyjskiej gospodarki. Kanada to kolejny rynek, którym się interesujemy: z większości jej terytorium lot do nas zajmuje dwie godziny, a pomimo ostatnich politycznych wypowiedzi pozostaje ona ważnym partnerem inwestycyjnym dla Karoliny Południowej – zazwyczaj zajmując trzecie lub czwarte miejsce pod względem bezpośrednich inwestycji zagranicznych, tuż za Niemcami i Japonią.
Z których inwestycji zagranicznych jesteś najbardziej dumny?
Trzeba cofnąć się do 1974 roku, kiedy to pojawiły się tu zarówno firma Robert Bosch, jak i Michelin. Wcześniej – 60 lat temu – Karolina Południowa była w zasadzie światową stolicą przemysłu tekstylnego. Jednak w miarę jak produkcja przenosiła się do regionów o niższych kosztach, zaczęliśmy się przekształcać, stawiając na bezpośrednie inwestycje zagraniczne.
Firmy Bosch i Michelin działają w tym stanie już od ponad 50 lat. Bosch zatrudnia około 4 500 osób w czterech zakładach, a Michelin – około 12 000 pracowników w ośmiu zakładach, w tym w swojej północnoamerykańskiej siedzibie głównej. Ich obecność naprawdę wyróżniła nas na tle Europy i utorowała drogę do przyszłych sukcesów.
Następnie, w latach 90., firma BMW wybrała Karolinę Południową spośród 49 innych stanów na miejsce budowy swojego pierwszego zakładu w USA. To wydarzenie zmieniło zasady gry. Przyciągnęło ze sobą cały europejski łańcuch dostaw – firmy z Austrii, Hiszpanii, krajów skandynawskich i Niemiec. Zainspirowało to również inne podmioty. Kiedy około 2015 roku firma Volvo rozważała lokalizacje, podobno skontaktowała się z BMW i zapytała, gdzie ta firma zbudowałaby kolejny zakład. Odpowiedź brzmiała: Karolina Południowa.
Obserwujemy również znaczne inwestycje z Azji. Działają tu dwaj duzi japońscy producenci włókna węglowego: Toray i Teijin. W zeszłym roku firma Isuzu ogłosiła budowę zakładu produkującego pojazdy użytkowe w tym stanie. Dużą działalność prowadzi tu również południowokoreański Samsung. Z kolei tajwańska firma Nanya Plastics była pierwszą znaczącą tajwańską inwestycją w Stanach Zjednoczonych jeszcze w latach 80. Niedawno firma Eaton Corporation z Wielkiej Brytanii i Irlandii – którą większość ludzi uważa za amerykańską, a która w rzeczywistości jest przedsiębiorstwem irlandzkim – buduje duży zakład w jednym z naszych bardziej wiejskich hrabstw.
W jaki sposób partnerzy tacy jak Altios wspierają Państwa działalność na skalę globalną?
Bez wątpienia wsparcie w zakresie kadr. Firmy chcą wiedzieć, w jaki sposób będą pozyskiwać i szkolić pracowników. Mamy szczęście, że dysponujemy systemem szkół zawodowych oraz programem o nazwie „Ready SC”, który od samego początku pomaga firmom w rekrutacji i szkoleniu pracowników. Z biegiem lat dodano do tego programy praktyk zawodowych oraz inicjatywy związane z ciągłym rozwojem, ale to właśnie ta początkowa pomoc przy rozruchu działalności ma największe znaczenie.
Właśnie byliśmy na uroczystym otwarciu centrum szkoleniowego o powierzchni 100 000 stóp kwadratowych, budowanego na terenie zakładu Scout Motors – należącego do Grupy Volkswagena – w pobliżu Columbii. Jedna z kobiet, które tam spotkałem, całą swoją karierę zawodową spędziła w Urzędzie Komunikacyjnym – nigdy wcześniej nie pracowała w branży produkcyjnej. Była w połowie swojej kariery, szukała zmiany i przechodziła pełny program szkoleniowy. Właśnie o to w tym wszystkim chodzi.
Oprócz kwestii związanych z kadrami firmy często potrzebują wsparcia w zakresie lokalnych usług prawnych, bankowych i księgowych. Dysponujemy siecią prawników znających prawo stanu Karolina Południowa, księgowych zaznajomionych z działalnością międzynarodową oraz kontaktami z największymi bankami krajowymi.
Czy widziałeś kiedyś, jak upadała zagraniczna firma?
Tak. Wiele lat temu współpracowałem z niemiecką firmą, która wybrała lokalizację, a potem miała ogromne problemy z rekrutacją pracowników. Nie chciała współpracować z systemem szkół zawodowych, nie korzystała z dostępnego wsparcia i próbowała wszystko robić na własną rękę. Fluktuacja kadr stała się tak duża, że po około trzech latach musiała zakończyć działalność. Wniosek jest jasny: należy korzystać z istniejących zasobów. Są one dostępne nie bez powodu.
Jakie sąnajwiększe pułapki kulturowe?
Szok kulturowy stanowi największe wyzwanie, nawet w przypadku firm, które mają podobne podejście do produkcji. Jeśli budujesz zakład na obszarach wiejskich, być może będziesz musiał ponownie przemyśleć kwestię godzin pracy – ludzie cenią sobie spędzanie czasu na świeżym powietrzu, a w piątki lubią polować i łowić ryby. Musisz się dostosować.
Pierwsi azjatyccy inwestorzy próbowali czasem przenieść całą swoją kulturę pracy, ale to się nie przyjęło. Ci jednak, którym się udało, wykorzystali najlepsze elementy swojej kultury – dyscyplinę, dbałość o jakość – i połączyli je z lokalnymi oczekiwaniami. Takie połączenie może być niezwykle skuteczne.
HJak partnerzy tacy jak Altios wspierają Państwa działalność na skalę globalną?
Mamy ogromne szczęście, że możemy współpracować ze wspaniałymi partnerami. W Azji nasze biura prowadzi firma Interlink, a w Europie – Altios. Szczerze mówiąc, większość firm nawet nie zdaje sobie sprawy, że nie kontaktuje się bezpośrednio z naszym biurem stanowym – staliście się prawdziwym przedłużeniem naszej działalności. Najlepszym wsparciem, jakie nam zapewniacie, jest działanie jako przedłużenie naszej działalności: promujecie nasz stan, znacie nasze atuty i pozyskujecie potencjalnych klientów, którzy zasilają pulę projektów dla naszego zespołu w Europie. Świetnie sobie z tym radzicie.
Jakie trzy rady udzieliłby Pan firmie planującej inwestycję w Stanach Zjednoczonych?
Po pierwsze, nie podejmuj decyzji w oparciu o pakiet zachęt. Zachęty mają charakter tymczasowy. Wybierasz lokalizację na najbliższe 30, 40, a może nawet 100 lat. Upewnij się, że odpowiada ci siła robocza, społeczność i szersze otoczenie. Niech zachęty będą czynnikiem decydującym, a nie pierwszym kryterium.
Po drugie, należy liczyć się z tym, że proces ten potrwa dłużej, niż się wydaje. Nie da się wybrać odpowiedniego obiektu w ciągu sześciu tygodni. Już sam południowo-wschodni region Stanów Zjednoczonych to ogromny obszar – samo zwiedzanie lokalizacji i budynków może zająć cały miesiąc. Zanim będzie można podjąć świadomą decyzję, trzeba się z wieloma rzeczami zapoznać.
Po trzecie, zadawaj pytania. Być może nie znamy odpowiedzi na wszystkie pytania, ale wiemy, kto je zna. Niezależnie od tego, czy chodzi o pozwolenia dotyczące jakości powietrza, pozwolenia środowiskowe, strukturę podatkową czy szkolenia pracowników – skontaktujemy Cię z odpowiednimi ekspertami.
Dowiedz się więcej o Biurze Europejskim stanu Karolina Południowa